Moja wielka przygoda z kosmetykami zaczęła się jakieś 3 lata temu po przeprowadzce na studia do dużego miasta, gdzie w promieniu kilometra miałam więcej drogerii niż w rodzinnym mieście. Wtedy też zaczęłam prowadzić bloga kosmetycznego i spędzałam mnóstwo czasu na czytaniu najróżniejszych recenzji. Kupowanie wszelkich nowości trwało jakiś czas, ale w końcu postanowiłam z tym skończyć. Odnalazłam swoją rutynę w większości przypadków i staram się nie szaleć na zakupach. Jeśli chcecie wiedzieć jakimi zasadami się kieruję - zapraszam do czytania.
1. Porządki.
Na początku dobrze jest przejrzeć wszystkie kosmetyki i pozbyć się tych, które straciły już swoją ważność lub z jakiegoś powodu nam nie odpowiadają. Nie ma sensu trzymać ich wieczność z nadzieją, że kiedyś ich użyjemy.
2. Znajdź swój typ.
Kiedy mamy już dużo miejsca na nowe kosmetyki można zabrać się za dokładne opisanie ich. Przyda się tu kartka papieru i długopis. Określmy typ naszej skóry, jej potrzeby, spróbujmy ustalić jakie składniki są dla niej dobre, a jakie nie, a także ile pieniędzy jesteśmy w stanie przeznaczyć na konkretny produkt. Wypiszmy wszystkie cechy, jakie nasz wymarzony kosmetyk ma posiadać i tego trzymajmy się podczas zakupów.
3. Ustal limity.
Może być to konkretna kwota miesięcznie przeznaczona na kosmetyki, ale z doświadczenia wiem, że produkty lubią jak na złość kończyć się w tym samym momencie. Lepiej więc, zastanowić się ile jesteśmy w stanie przeznaczyć pieniędzy na dany kosmetyk, na czym możemy zaoszczędzić, a w co zainwestować. U mnie sprawdza się to idealnie! W przypadku np. żelu pod prysznic, nie warto wydawać na niego 50zł, skoro można kupić świetne za mniej niż 10zł. Ale jeśli chodzi o krem do twarzy, tutaj już można zauważyć różnicę w działaniu pomiędzy droższym a tańszym produktem. Każdy musi sam zaobserwować jakie ma wymagania.
4. Trzymaj się sprawdzonych kosmetyków.
Jeśli po wielu próbach udało Ci się w końcu znaleźć TEN IDEALNY kosmetyk, to nie zmieniaj go. Zaoszczędzisz w ten sposób pieniądze, bo nie będziesz testować co miesiąc nowego produktu. Jeśli mimo wszystko kochasz kupować nowe produkty - zrób to samo co punkt wyżej. Ustal sobie ile miesięcznie nowych kosmetyków do testowania możesz kupić i trzymaj się tego. Będziesz mieć 2w1 - kontrolę nad wydatkami i przyjemność z próbowania nowych rzeczy.
5. Liczy się jakość, a nie ilość.
Co z tego, że kupujemy np. podkłady za mniej niż 30zł, jeśli mamy ich całą szufladę. Po zsumowaniu okaże się, że za te pieniądze można kupić coś z wyższej półki, a nawet zostanie reszta. Czasem lepiej mieć dwie droższe rzeczy, niż 10 tańszych (oczywiście jeśli już sprawdziliśmy np. po użyciu próbki, że są dla nas idealne, w innym razie nie warto przepłacać).
Mam w kolekcji łącznie 5 podkładów/kremów BB - każdy z nich kosztował mniej niż 100zł. Co z tego, jeśli nie jestem w stanie ich wszystkich zużyć zanim minie ich data ważności. Razem warte są około 300zł - za te pieniądze mogłabym kupić sobie jeden, ale porządny produkt, który zużyłabym do końca i jeszcze miałabym drugie tyle pieniędzy na inne produkty.
O tym, że jakość jest ważniejsza niż ilość (w kwestii ubraniowej, ale myślę że tyczy się to również kosmetyków) pisała też Zuzanna.
Temat ten jest tak rozległy, że spokojnie można napisać o nim osobny post.
Jakie jest Wasze podejście do minimalizmu kosmetycznego, zakupów i kwestii jakość/ilość?



Nic dodać nic ująć ;)
OdpowiedzUsuńMinimalizm ze 4 lata staram się wprowadzić, ale nie do końca idzie mi tak jak bym chciała ;)
najważniejsze to zacząć! nawet jeśli do końca nie wychodzi, to podejrzewam, że większość jednak jest ok i to się liczy ;)
Usuńświetny post, ja ustaliłam sobie limit ale będę się go ściślej trzymać od przyszłego miesiąca. czasami warto kupić mniej ale lepszej jakości. potwierdzam
OdpowiedzUsuńdla mnie też od przyszłego miesiąca zacznie się prawdziwa 'zabawa', bo nagle się okaże, że potrzebuję miliona rzeczy ;)
UsuńJeśli chodzi o pielęgnację twarzy to raczej trzymam się sprawdzonych produktów ;) Ogólnie w te wakacje zrobiłam generalne porządki i sporo nagromadzonych kosmetyków najzwyczajniej mi ubyło.
OdpowiedzUsuńsłusznie! ja jestem w trakcie robienia generalnych porządków - przeprowadzka jest do tego idealna ;)
Usuń100% racji, często dajemy się skusić na coś co nie jest nam potrzebne. Warto inwestować w coś, co nam pasuje:)
OdpowiedzUsuńdokładnie, a potem zostajemy z lakierem w nietrafionym kolorze kupionym tylko dlatego, że była promocja ;)
UsuńWszystko fajnie ujęłaś :) Ja nawet gdy ustalę sobie jakiś limit, to i tak rzadko udaje mi się go nie przekroczyć :D
OdpowiedzUsuńAle na pewno wychodzisz na tym lepiej niż bez limitu ;)
Usuńod pewnego czasu kieruję się zasadą minimalizmu kosmetycznego i również stawiam na jakość,nie ilość :) i lepiej się z tym czuję :D
OdpowiedzUsuńcieszę się, że mamy podobne zdanie na ten temat ;)
UsuńJa staram się nie robić wielkich zapasów,których i tak nie będę miała kiedy zużyć. Coś się kończy kupuję kolejne dzięki temu nie mam na raz 10 podkładów czy odżywek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Emm
jeśli chodzi o zapasy to ustaliłam sobie limit - po 1 rzeczy z każdej kategorii mogę mieć, dzięki temu torebka z zapasami jest mała i tak jak mówisz, wszystko zdąży się zużyć ;)
UsuńMam postanowienie na ten rok - mniej zakupów kosmetycznych.
OdpowiedzUsuńCała moja na początku roku wynosiła 260 sztuk, kilknaście sztuk odłożyłam do sprzedania (mogłabym sama zużyć, ale po co, skoro zapasów mam sporo a te kosmetyki nie odpowiadają mi w 100%), kilkanascie już zużyłam, a nowości pielęgnacji 7 sztuk, o sukces :D