wtorek, 30 grudnia 2014

Lately #3 - podsumowanie grudnia

Poprzednie podsumowania - WRZESIEŃ & PAŹDZIERNIK&LISTOPAD.

Koniec miesiąca jak zwykle owocuje postem podsumowującym. Tym razem znajdziecie tu też plany na przyszły rok.

Prywatnie

W grudniu jak też mogliście zauważyć brakowało mi czasu na wszystko. Trochę się też zmieniło, co przyczyniło się do mojej nieobecności. Jedyną rzeczą, o której Wam wspomniałam była moja przygoda z pewnością siebie.

A tak poza tym to raczej monotonnie - święta, zima i wizyta w tchibo.



(http://instagram.com/jusstinnee/)



Blog

Najpopularniejsze posty w tym miesiącu:

1. My Saturday - o tym jak w końcu zrozumiałam, że dzień wolny bardzo się przydaje i jak taki dzień spędziłam.

2. Minimalizm kosmetyczny i zakupy - as always - moje podejście do minimalizmu kosmetycznego i zakupów.

3. Self-confidence - trochę o pewności siebie.



Plany na 2015

Nie mam tu na myśli listy postanowień noworocznych, na to jeszcze przyjdzie czas. Chodzi mi o plany związane z tym blogiem. Obiecuję częściej tu bywać, zwłaszcza, że widzę, że posty o minimalizmie czy pewności siebie cieszą się dużą popularnością. Nie jestem ekspertką w tych tematach, ale jest to coś, co mnie interesuje i cieszę się, że Was również. Przechodziłam przez dokładnie to samo i wiem, że nie jest to łatwe. Dlatego o tym mówię.  Byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś skorzystał kiedyś z tego, co na ten temat napisałam/napiszę, dlatego jest to motywacja, żeby dalej rozwijać ten temat. I nie tylko. 



środa, 17 grudnia 2014

Self- confidence

Jeśli miałabym wymienić wszystkie rzeczy, których się nauczyłam w tym roku, trochę czasu by mi to zajęło. Jednak absolutnie pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy, która myślę, że bardzo się przyda w przyszłości jest pewność siebie. 

Zawsze byłam ostatnią osobą, o której można to było powiedzieć. I choć na dzień dzisiejszy na pewno można jeszcze coś poprawić, to dla mnie, kiedy porównuję siebie sprzed roku, różnica jest ogromna. Nie wiem czy to kwestia doświadczenia, czy po prostu się starzeję.

Przestałam być na siłę miła.
Owszem, zdarza mi się to jeszcze czasem, ale tylko wtedy gdy sytuacja naprawdę tego wymaga. Zaczęłam traktować ludzi z wzajemnością, i możecie wierzyć lub nie, ale do tej pory nie spotkało mnie z tego powodu nic nieprzyjemnego.

Jestem bardziej asertywna.
Wiem, że nad tym muszę jeszcze popracować, ale i tak zrobiłam duży postęp. Jeśli nie pokazujesz się cały semestr na wykładach, to nie licz na notatki. Nie dlatego, że jestem wredna, ale nie mam zamiaru kogoś wyręczać.

Szanuję swoją ciężką pracę
Ktoś mi ostatnio powiedział coś bardzo mądrego odnośnie przesadnej skromności. Nie możemy pozwolić, aby skromność przesłoniła naszą ciężką pracę. Nie mówię tu oczywiście o tym, żeby być zarozumiałym, ale nie można przesadzać też w drugą stronę. Jeśli wiem, że spędziłam nad czymś mnóstwo czasu, to głośno o tym mówię, a nie udaję, że to nic takiego. 

Wyglądam jak chcę
 To był chyba największy problem jak byłam młodsza. Zawsze przejmowałam się tym, co powiedzą inni. Jeśli mam ochotę na sukienkę i szpilki bez okazji - to je nakładam. Tyle fajnych ubrań w szafie, których nigdy nie nosiłam, bo czekały na "specjalną okazję". Jeśli pokochałam ciemniejsze szminki, to będę je nosić codziennie, niezależnie od faktu, że idę tylko na jeden wykład. To ja mam się dobrze czuć.

(na dowód tego kupiłam sobie pierwszy raz w życiu czerwony lakier po paznokci - i mało mnie to obchodzi co inni o tym myślą)

(source: instagram.com/jusstinnee)


Uwierzcie mi, że takie podejście o wiele ułatwia życie. Oszczędzam sobie wiele stresu i innych zmartwień.

Jeśli jest to coś z czym masz problem - zachęcam do tego, żeby stało się to Twoim noworocznym postanowieniem. Za rok będziesz z siebie dumna i wdzięczna, że coś takiego zrobiłaś.


niedziela, 7 grudnia 2014

My Saturday.

Jakiś czas temu wspominałam Wam jak ciężko mi przychodzi odpuszczanie jakichkolwiek zadań i odpoczywanie. Oczywiście miałyście rację, że nie jest to zdrowe, dlatego posłuchałam Waszych rad i postanowiłam coś z tym zrobić. 
W ten sposób powstała "moja sobota", czyli jeden dzień w tygodniu, gdzie nie zajmuję się niczym związanym z pracą czy uczelniami. Pozwalam sobie na dłuższy sen, zakupy, nadrabianie serialowych zaległości. Kiedy nachodzi mnie ochota na zrobienie czegoś konstruktywnego zabieram się za porządki - nic szczególnie wykańczającego, a mam poczucie spełnionego obowiązku. Już tak się do tego przyzwyczaiłam, że nie mogę nawet siebie oszukać i zamienić dni (próbowałam w tym tygodniu - w rezultacie odpoczywałam dwa).

Jak to wyglądało wczoraj?

Wybrałam się na świąteczne zakupy i kupiłam wszystkie prezenty. Nie obyło się też bez drobnego prezentu dla siebie. Jak wspominałam w TAGu Sleeping Beauty wciąż szukam idealnego kremu pod oczy. Czytałam dużo dobrego o kremie Benefit, więc wybrałam się do Sephory, żeby zobaczyć jak dokładnie wygląda. Ostatecznie zdecydowałam się na cały zestaw świąteczny - kosztował jakieś 30zł drożej niż sam krem.


(jeśli kogoś interesuje skład zestawu: krem do twarzy Triple performing facial emulsion 50ml, krem pod oczy It's potent! eye cream 14,2 g, baza pod makijaż the POREfessional mini 7,5 ml, serum do twarzy Instant comeback facial serum mini 5 ml) 


Potem przyszła pora na małą przerwę na kawę (oczywiście!) i coś słodkiego. Uwielbiam kawę Tchibo, więc tam też wylądowałam.

(source: Instagram)


Po powrocie do domu nadrobiłam wszystkie blogowe i youtubowe zaległości, a wieczorem zabrałam się za ubieranie choinki. Mikołajkowy wieczór to idealny czas na to, aby wprowadzić do domu trochę Świąt.

(source: Instagram)


Na koniec urządziłam sobie domowe SPA i poszłam wcześniej spać.

Tak oto spędziłam swój "wolny dzień". Mimo wielu zadań taki dzień jest naprawdę bardzo potrzebny i daje dużo energii do działania.

Jak u Was wygląda taki dzień tylko dla siebie?


poniedziałek, 24 listopada 2014

TAG: Sleeping Beauty

TAG ten widziałam niedawno u Maxineczki i stwierdziłam, że bardzo fajnie będzie go zrobić.



1. Jaki jest twój ulubiony sposób zmywania makijażu wieczorem? Chusteczki do demakijażu czy mycie twarzy?

U mnie demakijaż to podstawa, jestem zdania, że skoro poświęcam 10 minut na makijaż, to tyle samo powinnam poświęcić na jego zmycie. Najpierw zmywam makijaż oczu za pomocą płynu micelarnego a twarzy chusteczkami. Potem myję całą twarz - obecnie używam głównie kremów i olejków do mycia.

2. Jaki jest twój ulubiony płyn do demakijażu i/lub chusteczki?

Płyn micelarny Garnier  + chusteczki Alterra.

3. Twój ulubiony sposób na zmywanie makijażu wodoodpornego? 

Płyn micelarny Garnier daje sobie z tym radę.

4. Robisz peeling wieczorem? Jeśli tak to czego używasz? 

Jeśli chodzi o tradycyjny peeling to robię go średnio raz w miesiącu. Raz w tygodniu używam peelingu enzymatycznego (obecnie Dermika), a średnio co drugi dzień toniku z kwasami AHA z Clarins.

5. W pielęgnacji wieczorowej wolisz kremy czy olejki/oliwki? Które? 

Zdecydowanie kremy - krem na noc z witaminą E The Body Shop. Kiedy skóra jest wysuszona wtedy używam olejku z granatem z Alterry.

6. Ulubiony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy? 

Wciąż szukam idealnego kremu pod oczy.


7. Zdarza ci się nie zmyć makijażu przed snem? 

Nigdy! Nawet jeśli wracam późno w nocy i jestem bardzo zmęczona to zmywam makijaż.

8. Zasypiasz - czy:

a) kładziesz głowę na poduszkę i już śpisz
b) nie możesz zasnąć
c) zajmuje ci to kilka minut

B.
Od dziecka mam problemy z zasypianiem i nie ma to nic wspólnego z wynikami, zawsze były w porządku, a problem jak był tak jest.


9. Mówi się że powinniśmy sypiać 8 godzin. Jak to przeciętnie wygląda u ciebie?


W weekend staram się tyle przesypiać, żeby nadrobić niedobory z całego tygodnia. Jestem sową, więc kładę się późno, a niestety rano muszę wstać na zajęcia/do pracy, więc najczęściej śpię koło 6-7.

10. Twój sekret na dobrze przespaną noc?

Wygodna piżama, ciepłe łóżko i odpowiednio wcześniej zjedzony posiłek - jak jestem głodna to nie jestem w stanie zasnąć.


Wszyscy możecie czuć się zaproszeni - odpowiadajcie na ten TAG na swoim blogu lub w komentarzach.

ZuzannaJustM(e)Sissi Paris - dziewczyny, liczę na Was!

niedziela, 23 listopada 2014

Lately #2 - podsumowanie

Poprzedni post tego typu - KLIK!

Powoli zbliża się koniec miesiąca, więc czas na małe podsumowanie. Tym razem będzie ono dotyczyło dwóch miesięcy (w październiku miałam tak mało czasu na cokolwiek, że taki post nie powstał).

Prywatnie:

1. Dużo zmian.
Studia na dwóch kierunkach + praca sprawiły, że miałam bardzo mało czasu na inne rzeczy. Teraz jest już lepiej, przyzwyczaiłam się do takiego trybu życia, ale początki były ciężkie.

2. Przygody.
Najciekawsza przygoda jaka przychodzi mi do głowy -walka z dziekanatem (o której pisałam tutaj).
Plus, wzięłam się za kolejny język obcy (o moich sposobach na samodzielną naukę pisałam tutaj).

3. Coffee addiction. 
Moje uzależnienie od kawy ma się świetnie i nie ma zamiaru odpuszczać ;)




4. Masterchef
Ostatnio zaczęłam się interesować gotowaniem - postanowiłam sobie, że co najmniej raz w tygodniu (w weekend, kiedy mam dużo czasu) będę próbować nowy przepis. Zobaczymy jak to wyjdzie. Na pierwszy ogień poszedł makaron z kurczakiem i szpinakiem.


(wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego INSTAGRAMA)


5. Zakupy.
Udało mi się w tym miesiącu nie robić jakichś szczególnych zakupów - kupiłam jedynie JEDEN kosmetyk - krem na noc z The Body Shop, bo akurat mi się skończył i szukałam czegoś nowego. Jestem z siebie dumna i w nagrodę zastanawiam się nad prezentem świątecznym dla siebie - strasznie kusi mnie paletka Naked3 (jeśli używacie dajcie znać czy warto kupić!).


Blog:
Tradycyjnie, najbardziej popularne posty w ostatnim czasie:

1. "Jak Cię widzą, tak Cię piszą" - zakupy w perfumerii - czyli moja obserwacja na temat obsługi klienta w perfumeriach w zależności od wyglądu i zawartości koszyka.

2. Dlaczego ja nic nie robię?! - o perfekcjonizmie, nieskończonej liście rzeczy do zrobienia i wyrzutach sumienia z powodu odpoczynku.

3. Minimalizm kosmetyczny i zakupy - po raz kolejny post o minimalizmie kosmetycznym - jest to post, który czytacie najczęściej.




środa, 19 listopada 2014

Uni, coffee & sleep deprivation

Tak w największym skrócie wyglądał mój ostatni tydzień. 

Kochana pani w dziekanacie przez pomyłkę skreśliła mnie z listy studentów po czym zniknęła. Nikt nie mógł się z nią skontaktować, przez co przez ostatnie dni byłam tam częstym gościem i coraz bardziej miałam ich wszystkich dość. Historia jest dość długa i zawiła, więc nie będę nawet próbować jej streszczać. Po tygodniu w końcu udało się wszystko odkręcić, ale wesoło nie było.

Dokładając to do mojej ogromnej już listy obowiązków stało się jasne, że przy spaniu 7-8h dziennie zabraknie mi doby. Więc pochłaniałam ogromne ilości kawy (i tak piję jej sporo, teraz było jeszcze więcej), spałam w najlepszym wypadku 6h i przeklinałam ten dzień, w którym zdecydowałam się na te studia.

Całe szczęście już mam to za sobą, teraz tylko czekać na kolejne niespodzianki.



niedziela, 9 listopada 2014

"Jak Cię widzą, tak Cię piszą" - zakupy w perfumeriach

Na wstępie zaznaczę, że post jest oparty o moje doświadczenia zakupowe w kilku konkretnych perfumeriach i nie ma na celu generalizowania złej lub dobrej obsługi we wszystkich placówkach danej marki.


Uwielbiam robić zakupy. Jak wiecie (a jeśli nie, to odsyłam do pierwszego posta o minimalizmie kosmetycznym) od pewnego czasu znacznie zminimalizowałam ilość kupowanych kosmetyków i stawiam na jakość, a nie ilość. Z tego względu w ciągu ostatniego roku stałam się częstszym gościem w dwóch popularnych perfumeriach - Sephorze i Douglasie. W Gdańsku, gdzie obecnie mieszkam są one prawie w każdym centrum handlowym, więc miałam okazję odwiedzać kilka różnych sklepów. Po kilku(nastu) wizytach wnioski nasunęły się same.

Po pierwsze - wygląd
W każdej perfumerii chwilę po wejściu czułam się "mierzona" od góry do dołu i oceniana, czy jestem w stanie wydać odpowiednią ilość pieniędzy na zakupy i czy warto do mnie podchodzić. Najczęściej po zakupy chodziłam po zajęciach na uczelni, więc wyglądałam raczej przeciętnie i taka też najczęściej była obsługa. Rzadko kiedy ktoś podchodził i oferował pomoc. Kilka miesięcy temu wybrałam się na zakupy po egzaminie, więc wyglądałam dość elegancko i różnica była ogromna! W obu perfumeriach byłam lepiej traktowana i panie co chwilę podchodziły i z uśmiechem na ustach pytały czy mogą w czymś pomóc. Ja rozumiem, że mają za zadanie sprzedać jak najwięcej kosmetyków, ale ocenianie kogoś po wyglądzie jest dość krzywdzące.

Po drugie - zawartość koszyka
Ten punkt odnosi się jedynie do Douglasa (a dokładniej 3 różnych), w Sephorze nie spotkałam się z czymś takim. Zdarzało mi się zaraz po wejściu trafić na stoisko Essence, czy jakiejś innej tańszej marki i wrzucić jakiś produkt do koszyka, po czym chodząc dalej po sklepie widziałam jak konsultantki patrzą na mój koszyk i mijają mnie bez słowa. To, że kupuję coś tańszego nie znaczy, że nie mam prawa do miłej obsługi. Plus, nigdy nie wiadomo czy za chwilę nie wrzucę czegoś droższego do koszyka. 

Nie chcę poruszać kwestii próbek i prezentów przy kasie, bo to kwestia indywidualna placówki, dnia i konkretnej konsultantki. Poza tym, dla mnie nie jest to jakimś problemem jeśli niczego nie dostanę. Ważniejsza jest dla mnie miła i fachowa obsługa.

Przedstawione sytuacje miały miejsce bardzo często, przez co zraziłam się trochę do Douglasa i zdecydowanie częściej robię zakupy w Sephorze.

Chętnie poznam Wasze doświadczenie podczas zakupów w tych perfumeriach.

Plus - dziewczyny z Trójmiasta - dajcie znać w których perfumeriach najczęściej robicie zakupy - ja od siebie z całego serca polecam Sephorę na Podwalu Grodzkim, a jeśli ktoś jednak woli Douglasa to ten w Galerii Bałtyckiej jest całkiem okej.

czwartek, 6 listopada 2014

Drobne rytuały

Dzień zawsze zaczynam od kawy. Nieważne czy wstałam o 6 czy 10, czy spałam 4 godziny czy 8. Kawa musi być. Przeglądam szybko internet w telefonie i włączam ulubioną muzykę. Sprawdzam w kalendarzu co ciekawego czeka mnie tego dnia. Potem w zależności od dnia idę na uczelnię/do pracy/na zakupy (albo zaliczam wszystkie pozycje - też tak bywa).
Po powrocie do domu robię kawę (jeśli ktoś jeszcze nie wie, to tak, jestem uzależniona ;)), siadam przed komputerem i nadrabiam zaległości. Potem stwierdzam, że w końcu trzeba zrobić coś do jedzenia i pędzę do kuchni zrobić najszybszy obiad jaki jestem w stanie przygotować. 
Jak tylko ogarnę trochę pokój siadam do biurka i wyciągam kalendarz. Zapisuję nowe terminy i zadania, sprawdzam co muszę koniecznie zrobić na jutro, a co może jeszcze poczekać. Zabieram się za wypełnianie kolejnych zadań z listy, potem trochę odpoczywam i idę spać. Następnego dnia historia się powtarza.

O tym, że moje życie jest strasznie przewidywalne pisałam Wam już latem. Od tej pory nic się nie zmieniło i nie sądzę, żeby miało się to kiedykolwiek stać. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie takie "rytuały" są dosyć ważne, dzięki temu wiem dokładnie co mam robić, żeby wszystko przyniosło oczekiwany efekt.

Dajcie znać, czy też macie jakieś swoje przyzwyczajenia, bez których nie wyobrażacie sobie dnia.

piątek, 31 października 2014

Dlaczego ja nic nie robię?!

Zawsze zdawałam sobie sprawę, że mam w sobie coś z perfekcjonistki. Dodając to tego wrodzoną upartość mamy mieszankę wybuchową. Wszystko musiało być dobrze i do końca zrobione, nie ważne jakim kosztem. Nie zliczę nieprzespanych nocy, w czasie których siedziałam nad notatkami, żeby jak najwięcej się nauczyć.

Miałam nadzieję, że to z wiekiem minie. Że jak mi przybędzie obowiązków to zacznę doceniać wolne chwile i nie będę sobie wyrzucać, że mogłabym w tym czasie robić coś innego. Myliłam się. Mimo natłoku zajęć nadal potrafię o godzinie 22 mieć wyrzuty sumienia, że oglądam filmy na youtube a nie uczę się francuskiego/ norweskiego/ robię cokolwiek konstruktywnego. I to nieistotne, że wróciłam późno z pracy, przygotowałam się na zajęcia i tak naprawdę ZASŁUŻYŁAM na odpoczynek. 

Najlepszy przykład? Kilka dni temu dowiedziałam się, że w poniedziałek przepadają mi wszystkie zajęcia. O czym pomyślałam najpierw? "Ooo, jak miło, w końcu się wyśpię"? 
Nie. Pomyślałam, że może zadzwonię do szefa i powiem, że mam wolny poniedziałek i mogę przyjść do biura (normalnie w poniedziałki nie pracuję wcale, bo spędzam cały dzień na uczelni). Pomijając kwestie finansowe - zawsze to kilka dodatkowych godzin się uzbiera, to po chwili naprawdę zrobiło mi się przykro. Normalny człowiek cieszyłby się z dnia wolnego, ale nie ja. Staram się przekonać siebie, że taki wolny dzień mi się przyda, a skoro i tak nie miałam się tego dnia pojawiać w pracy to niech tak zostanie. 

Jeśli ktoś z Was ma/miał podobnie to bardzo chętnie przyjmę wszelkie rady, bo aż się boję pomyśleć co będzie za kilka lat jak tych obowiązków naprawdę będzie sporo.

A teraz idę na małe domowe SPA póki jeszcze nie uważam tego za stratę czasu!

J.

sobota, 11 października 2014

Organizacyjne ABC #2 - organizacja dla zapracowanych.


Jeśli nie widzieliście pierwszego posta z tej serii - wystarczy kliknąć w link u góry i będziecie wiedzieć co i jak.

Dzisiaj mam post dla tych, którzy lubią (albo muszą) robić kilka rzeczy jednocześnie i chcą się dowiedzieć jak mimo to pozostać zorganizowanym. Na wstępie zaznaczę, że studiuję dwa kierunki, od niedawna pracuję na 1/2 etatu i uczę się samodzielnie języków obcych (o tym jak to robić pisałam w poprzednim poście) , więc na brak zajęć nie mogę narzekać.


Jakie są moje sposoby na organizację?


1. Duży kalendarz.

Niestety musiałam się pożegnać z pięknym kalendarzem z Yves Rocher, który pokazywałam Wam w pierwszym organizacyjnym poście (link u góry). Na początku wydawał się idealny, ale kiedy obowiązków zaczęło przybywać, musiałam wrócić do starego kalendarza z Audrey (pokazywałam go tutaj). 

Teraz najlepiej sprawdza się "dzień na jednej stronie", żebym mogła dokładnie zaznaczyć w jakich godzinach siedzę na uczelni, a w jakich pracuję. Do tego ma całkiem sporo miejsca na weekendy, co jest wybawieniem dla studiujących zaocznie lub takich, którzy po prostu w weekend mają też mnóstwo rzeczy do zrobienia.


2. Kod kolorystyczny.

Bez kodu prawdopodobnie bym zginęła i nawet ogromna ilość miejsca by mi nie pomogła. Do każdej czynności - studia1, studia2, praca, języki itd. przypisałam konkretny kolor. Teraz wystarczy rzut oka na kalendarz i patrząc na kolorowe bloki czasowe wiem co mnie czeka tego dnia. Oprócz zaznaczania rzeczy na kolorowo staram się też dopasować karteczki samoprzylepne w takich samych/podobnych kolorach, żeby lepiej się planowało.


3. Czytelny plan dnia.

Dobrze jest na jednym planie pozaznaczać wszystkie zajęcia i godziny pracy (ustalonymi wcześniej kolorami) i przykleić na początku kalendarza. Dzięki temu za każdym razem gdy go otwieramy widzimy dokładnie kiedy mamy czas, co jest bardzo przydatne kiedy próbujemy zaplanować jakieś spotkanie ze znajomymi. Nie musimy w tym celu wertować kalendarza w poszukiwaniu jednego planu zajęć, i drugiego, i jeszcze godzin pracy. 

Można zrobić go samodzielnie (ręcznie lub na komputerze) albo wydrukować szablon z internetu. Ja korzystam z planu, który wrzuciła moja ulubiona niemiecka Vlogerka - Ella Thebee.





4. Planowanie z wyprzedzeniem.

Ten punkt odnosi się tak naprawdę do wszystkich, którzy chcą być zorganizowani, ale w tym przypadku jest to bardzo istotne. Najlepiej usiąść na spokojnie w weekend z kubkiem gorącej herbaty i pozaznaczać wszystkie ważne terminy w następnym tygodniu. Dzięki temu możemy zaplanować zakupy, wizytę u lekarza i inne ważne sprawy.


Dajcie znać jakie są Wasze sposoby na organizację przy dużym natłoku obowiązków!




poniedziałek, 6 października 2014

Samodzielna nauka języków obcych

W komentarzach pod postem podsumowującym wrzesień jedna z Was (Karolina) poruszyła problem nauki samemu. Język norweski jest kolejnym językiem, którego się uczę sama w domu, więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na naukę. Mam nadzieję, że te z Was, które również uczą się same podzielą się swoimi spostrzeżeniami i radami.


Od czego zacząć?

Dobrze jest zacząć od planu nauki.
Zastanówmy się jaka pora dnia jest dla nas najlepsza do nauki. Ustalmy ile czasu chcemy poświęcić na dany język. Nie warto brać na siebie zbyt wiele. Szybko stracimy zapał i przestaniemy odczuwać przyjemność z nauki. Lepiej uczyć się rzadziej, ale systematycznie.

Następnie potrzebujemy materiałów. To jest kwestia całkowicie indywidualna. Możemy korzystać z tradycyjnych podręczników czy samouczków, kupić książki do gramatyki lub zdecydować się na materiały dostępne online. Mamy ogromny wybór - wszystko zależy od tego co lubimy robić.

Fajnym pomysłem jest mieszanie różnych książek i technik, żeby ciągle uczyć się czegoś nowego i nie nudzić się. Możemy wybrać jeden dzień tygodnia na typowe lekcje z podręcznika, inny na zadania gramatyczne, a kolejny na oglądanie filmów i czytanie artykułów w języku obcym. To też jest sposób na przyswajanie wiedzy, mimo że czasem nie uważamy tego za naukę.

Oczywiście idealnie by było jakbyśmy mieli kontakt z kimś, kto mógłby nas poprawiać lub kontrolować. Jeśli nie mamy nikogo takiego z pomocą może przyjść nam internet. Myślę, ze jest kilka stron, gdzie możemy pisać krótkie wypowiedzi w danym języku, a ktoś nam to sprawdzi. Mogę Wam polecić busuu - jeśli Wy znacie strony działające w ten sposób dajcie znać.


W trakcie nauki

Po pewnym czasie możecie mieć dosyć nauki i stracicie motywację. (Na ten temat powstały dwa posty - ogólnie o motywacji i co robić, kiedy tej motywacji brakuje). Co wtedy robić?

Możemy zrobić krótką przerwę i zastanowić się czy to przejściowe problemy związane z natłokiem obowiązków, czy może wybraliśmy złą porę dnia naukę. Dobrze jest przez ten czas oglądać i słuchać w danym języku, żeby nie stracić z nim kontaktu, ale nie będzie to aż tak intensywne jak było.

Innym sposobem na podtrzymanie motywacji może być system nagród. Jeśli przez długi czas marzysz o tych konkretnych perfumach, ale np. nie jesteś przekonana czy powinnaś wydać na nie tyle pieniędzy - zrób sobie nagrodę po ukończonym podręczniku. Mogą to być też krótkoterminowe cele - po miesiącu nauki. Każda motywacja jest dobra - nigdy nie wiemy kiedy będziemy potrzebować małej zachęty.


Czy macie jakieś doświadczenia z samodzielną nauką języków obcych? Jakie są Wasze sposoby na systematyczność i motywację do nauki?



sobota, 4 października 2014

Liebster Blog Award

Niedawno zostałam nominowana do tej zabawy przez Elpiss, za co bardzo dziękuję. Myślę, że zasady są większości z Was znane - osoba nominowana odpowiada na 11 pytań i nominuje kolejne 11 osób.


pinterest.com



1. Dlaczego zaczęłaś blogować?
Od dziecka kocham pisać, chciałam iść nawet na studia dziennikarskie. Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się od bloga bardziej kosmetycznego. Czytałam mnóstwo recenzji w internecie, sama kupowałam też więcej kosmetyków (pisałam o tym w poście o minimalizmie kosmetycznym) i chciałam dzielić się opiniami o nich z innymi. Z czasem moje podejście i treści na blogu się zmieniły, ale nadal kocham pisać.

2. Jaki masz plan na blogowanie?
Staram się szukać inspiracji w życiu codziennym i pisać o rzeczach, z którymi sama kiedyś miałam problem lub o takich, o których mogę mówić godzinami. W ten sposób mogę naprawdę przekazać coś wartościowego czytelnikom. Nie piszę nigdy na siłę. Chciałabym pisać regularnie i mam takie plany, ale jeśli nie mam na to czasu czy pomysłu po prostu robię chwilę przerwy.

3. W jaki sposób pozyskujesz nowych obserwatorów?
Zdarza mi się korzystać ze statystyk i jeśli wiem, że jakiś temat był popularny piszę post w danej dziedzinie. Poza tym odwiedzam inne blogi i zostawiam na nich komentarz. Zawsze też odwiedzam osoby komentujące moje posty.

4. Kosmetyki czy ubrania? Na co przeznaczasz więcej pieniędzy?
Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że na ubrania, ale ostatnio ograniczyłam zakupy do minimum.

5. Czy ćwiczysz regularnie?
Bardzo bym chciała. W wakacje ćwiczyłam w miarę regularnie, po przeprowadzce jeszcze nie wróciłam do tego, ale mam taki zamiar.

6. Co motywuje Cię do zdrowego trybu życia?
Przede wszystkim to, że dobrze odżywiając się teraz mogę zaoszczędzić sobie problemów ze zdrowiem w przyszłości. Do tego ogromny wybór zdrowej żywności w sklepach - teraz w każdym większym sklepie możemy bez problemu znaleźć to co potrzebujemy.

7. Jak wyobrażasz siebie za 5 lat?
Będę pracować w jakiejś dużej firmie, nadal prowadzić bloga i myśleć o założeniu własnej rodziny ;)

8. W jaki kosmetyk Twoim zdaniem warto zainwestować?
Zdecydowanie pielęgnacja skóry - krem do twarzy, krem pod oczy.

9. Największa Twoja porażka?
Nie wiem czy mogę traktować to jako porażkę, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Pod koniec liceum zdecydowałam porzucić plany składania na psychologię i mimo tego, że lubię moje studia, to trochę żałuję tej decyzji. Udało mi się to choć trochę naprawić - zaczynam właśnie studia podyplomowe z psychologii biznesu.

10. Co najchętniej zmieniłabyś w swoim blogu?
Na pewno szablon - kolorystyka jest jak najbardziej moja, ale można popracować nad banerem. 

11. Co chciałabyś zmienić w swoim wyglądzie?
Mogłabym być trochę wyższa i mieć długie, gęste włosy.



Moje pytania:
1. Skąd pomysł na nazwę bloga?
2. Wymień 3 ulubione kosmetyki, bez których nie wyobrażasz sobie życia.
3. Jaka książka jest dla Ciebie szczególnie ważna i dlaczego?
4. Jak sobie radzisz z brakiem motywacji?
5. Jak wygląda Twój idealny wieczór?
6. Ulubiona pora roku i dlaczego akurat ta.
7. Czego nie lubisz na innych blogach.
8. Miejsce, które byś odwiedziła, gdybyś miała nieograniczone zasoby finansowe.
9. Post na Twoim blogu, z którego jesteś najbardziej dumna.
10. Podaj trzy ulubione blogi.
11. Jakie masz rady dla osób, które myślą o założeniu bloga.


Zapraszam do zabawy:

oraz wszystkich, którzy mają na to ochotę.



czwartek, 2 października 2014

Lately #1 - podsumowanie września.

Dzisiaj mam dla Was post z nowej serii, która będzie połączeniem postów zakupowych, prywatnych i podsumowujących dany miesiąc na blogu. Nie chcę niepotrzebnie zabierać miejsca i tworzyć kilka osobnych postów, dlatego wszystko opiszę w jednym.





1. Prywatnie

W tym miesiącu przeprowadziłam się do nowego mieszkania, a co za tym idzie potrzebowałam kilku drobiazgów, żebym czuła się jak w domu.




Poza tym musiałam znaleźć nowe miejsca na moje kosmetyki - mam o wiele mniej miejsca niż w domu, więc było to małe wyzwanie.



2. Mój przykładowy dzień

Są na szczęście rzeczy, które mimo zmiany miejsca zamieszkania się nie zmieniły. Woda z cytryną i miodem codziennie rano, ulubione śniadanie - kawa i musli z mlekiem migdałowym i cynamonem i ten sam co zwykle makijaż.


Potem wyprawa do centrum, kawa w Costa Coffe (French Caramel Latte), małe zakupy, nauka norweskiego i wieczór spędzony na odpisywaniu na komentarze i przeglądaniu blogów.




3. Zakupy

Zakupy raczej skromne, kupiłam tylko to co naprawdę potrzebowałam lub było od dawna na mojej wishlisćie (o tym jak pomaga mi oszczędzać na zakupach pisałam tutaj).

Na zdjęciu: balsam z Neutrogeny, tonik i peeling enzymatyczny z Dermiki, kamuflaż i baza Catrice i kilka rzeczy z Inglota - czarna kredka, tusz pogrubiający i szminka.



4. Blog

Jeśli chodzi o bloga to zmieniło się kilka rzeczy. Ostatecznie zdecydowałam się na to o czym chcę pisać, popracowałam nad kolorystyką i etykietami. No i rzecz najważniejsza - w końcu zabrałam się za stworzenie strony O mnie i o blogu.


Najpopularniejsze posty we wrześniu:

1. Przeprowadzka #1- o tym jak ważna jest lista - pierwszy post z serii przeprowadzkowej o tym jak przydatna jest lista rzeczy do zabrania i lista zakupów.

2. Changes are good - jak zmieniło się moje podejście do zmian i wychodzenia poza swoją strefę komfortu.

3. Top 5 - pielęgnacja twarzy - moje ulubione kosmetyki wszech czasów w tej kategorii.



Mam nadzieję, że podsumowanie w takiej formie przypadnie Wam do gustu. W ten sposób umieszczę wszystkie nowości w jednym miejscu bez konieczności powielania postów.


Dajcie znać co w tym miesiącu wywarło na Was największe wrażenie, co możecie polecić (mogą to być kosmetyki, blogi, książki itp - co tylko chcecie).





wtorek, 30 września 2014

WISHLISTA - idealny sposób na walkę z zakupoholizmem.

Najpopularniejszy post do tej pory dotyczył Minimalizmu kosmetycznego i zakupów, więc postanowiłam rozwinąć ten temat, skoro tak Was interesuje. Jak wspominałam już w wyżej wymienionym poście, sama miałam kiedyś ogromne problemy z ilością kupowanych przeze mnie kosmetyków. Odkąd wprowadziłam kilka zasad sprawa jest o wiele prostsza (ale jeszcze nie w 100% idealna). Jednym z narzędzi, które pomaga mi w tym, aby nie wydać wszystkich pieniędzy na zakupy jest tzw. Wishlista, czyli lista rzeczy, które chcemy kupić.

Przez długi czas nie doceniałam jej, byłam przekonana, że nie jest mi do niczego potrzebna. Jednak okazuje się, że naprawdę ułatwia życie i pozwala zaoszczędzić trochę pieniędzy.

Jak to u mnie wygląda?

1. Przeglądając blogi, czy oglądając filmy na Youtube bardzo często trafiam na kosmetyk, który bardzo chętnie bym przetestowała. Zamiast lecieć po niego do drogerii przy najbliższej okazji zapisuję go na liście, którą mam zawsze w kalendarzu.

2. Raz na jakiś czas (średnio raz na miesiąc) przeglądam listę i wykreślam z niej rzeczy, których jednak nie chcę. Wielokrotnie tak było, że mimo wielkiego zachwytu na początku, po kilku dniach dochodziłam do wniosku, że jednak danej rzeczy nie potrzebuję.

3. Z racji tego, że 90% rzeczy na tej liście to typowe zachcianki, których nie muszę spełniać w ciągu najbliższych dni, bez problemu mogę poczekać na wykończeniu poprzedniego produktu lub promocję. Zawsze przeglądając drogeryjne gazetki mam przed sobą moją listę i sprawdzam czy przypadkiem nie ma obniżki na produkt, który chciałam kupić. 

4. Z wishlisty korzystam też często kiedy chcę zrobić sobie mały prezent, kiedy stwierdzam, że za zrobienie czegoś nad czym tyle pracowałam należy mi się nagroda. Po co kupować przypadkową rzecz, kiedy mogę kupić coś, co naprawdę mi się spodoba.

5. Wishlista to świetna podpowiedź dla naszych bliskich, kiedy nie mają pomysłu na prezent urodzinowy dla nas. Możemy ją powiesić w widocznym miejscu i będziemy mieć pewność, że nie dostaniemy nietrafionego prezentu. Ułatwimy też im całe zadanie.


Dzięki liście oszczędzam pieniądze i nie gromadzę wielkiej ilości kosmetyków. Mam wszystko pod kontrolą i świadomie robię zakupy. Teraz jest to dla mnie naprawdę przydatna rzecz.


Czy korzystacie z wishlisty? Jaki macie sposób na nie kupowanie wszystkich rzeczy, które chcielibyście przetestować?



wtorek, 23 września 2014

Organizacyjne ABC #1 - na dobry początek.

Organizacja to jeden z tych tematów, na który mogłabym mówić godzinami. Mając (prawie) wszystko zaplanowane i zapisane czuję, że moje życie jest bardziej poukładane i jestem w stanie zrobić większość z mojej listy.

Na początek kilka podstawowych rzeczy, które przydadzą się każdemu, kto chce być bardziej zorganizowanym.


1. Kalendarz.

Jest to chyba najbardziej podstawowa rzecz jeśli chodzi o organizację czasu. Niezależnie od tego, czy wolimy wersję tradycyjną (papierową) czy elektroniczną, jest to niezbędna rzecz jeśli chcemy mieć pewność, że żaden ważny termin nam nie umknie.

Do tej pory korzystałam raczej z większych kalendarzy i zapisywałam w nich praktycznie wszystko, ale ostatnio doszłam do wniosku, że przynosi to więcej szkody niż pożytku. Im więcej wolnego miejsca miałam, tym więcej zadań sobie narzucałam, z czego części nie udało mi się wykonać i przepisywałam je na kolejny dzień. Poza tym, nie zawsze nosiłam go ze sobą, bo był za ciężki i często nie chciało mi się go wpychać do torebki. Dlatego teraz mam mniejszy kalendarz i zapisuję w nim wszystkie ważne daty i rzeczy, które koniecznie tego dnia mają być wykonane (te związane z uczelnią, wyjściem z domu i rzeczy, które mogę zrobić nie wychodząc z niego). Cała reszta ląduje na kolorowych karteczkach, które łatwo przykleić w inne miejsce lub w miejscu na notatki na dany tydzień.



Jeśli Wasz kalendarz nie ma specjalnego miejsca na plan miesięczny zachęcam do tego, abyście sami go stworzyli. Dzięki temu szybko możemy sprawdzić co ważnego nas czeka w danym miesiącu bez konieczności wertowania kilku(nastu) stron kalendarza.




2. Kolorowe karteczki i mazaki.

Ten punkt jest opcjonalny, ale zdecydowanie ułatwia życie. Jeśli przypiszemy konkretny kolor do różnych wydarzeń (szkoła, praca, rzeczy do zrobienia, terminy itp.), wystarczy rzut oka na kalendarz, żeby wiedzieć co nas czeka.

Jak już wspomniałam wyżej, karteczki sprawdzają się świetnie w przypadku zadań, które nie mają konkretnego terminu, bez problemu możemy je umieszczać w danym dniu i zmieniać plany bez konieczności przepisywania czegokolwiek.





3. Listy.

Wszyscy pewnie dobrze wiedzą jak przydatne są wszelkiego rodzaju listy - listy zakupów, rzeczy do zrobienia, wishlisty itp. Robiąc je jesteśmy pewni, że o niczym nie zapomnimy i możemy kontrolować postępy. Wykreślając kolejne rzeczy widzimy ile nam jeszcze zostało do zrobienia i jak powinniśmy podzielić czas, który nam pozostał.


4. Zasada 2 minut.

Często zdarzało mi się odkładać wiele rzeczy, które zajmowały mało czasu, ale nie chciało mi się ich teraz robić. Ale kiedyś przeczytałam o zasadzie 2 minut i zaczęłam się do niej stosować. Chodzi tu o to, aby zadania, których wykonanie nie zajmie nam więcej niż te 2 minuty robić od razu, a nie zapisywać na liście i wracać do nich później. Możemy do tego zaliczyć odpisanie na e-meila, umówienie się do lekarza czy zrobienie szybkiej listy zakupów. Dzięki temu nie mnożymy niepotrzebnie zadań.

5. Systematyczność.

Ostatnia, ale chyba najważniejsza zasada. Bez systematyczności nawet najpiękniejszy kalendarz i najbardziej kolorowe karteczki nam nie pomogą, jeśli nie będziemy z nich korzystać regularnie. Nośmy kalendarz zawsze ze sobą, siadajmy do niego codziennie wieczorem, aby zaplanować następny dzień i rano, żeby sprawdzić co musimy danego dnia zrobić. Przeznaczmy też jeden dzień w tygodniu, aby zaplanować jakieś zakupy czy inne większe wyjścia, dopasujmy je do naszego grafiku, aby potem niepotrzebnie się nie denerwować.


Chętnie dowiem się jak to jest u Was z organizacją czasu, co jest dla Was niezbędne, a bez czego możecie żyć.


poniedziałek, 22 września 2014

Keep calm and relax!

Osoby obserwujące mnie na instagramie jak zwykle są bardziej na bieżąco i mogą się domyślać co było powodem mojej tygodniowej nieobecności. Nareszcie przeprowadziłam się do nowego mieszkania, udało mi się pozbyć wszelkich kartonów zagracających mój pokój przez ostatnie dni i wszystko uporządkować. Zaliczyłam też małe zakupy w ikei i powoli wracam do normalnego życia.

Przeprowadzka plus drobne problemy z rekrutacjami na studia sprawiły, że jestem ostatnio bardzo zestresowana i nie sypiam za dobrze, przez co każdą wolną chwilę starałam się spędzać z dobrą książką lub serialem i nie miałam weny do pisania. Nie wszystko się jeszcze unormowało (i tak pewnie to potrwa do końca września), ale staram się jak mogę, żeby nie panikować i wrócić do codziennej rutyny (co jest ogromnym zbawieniem w takim momencie - robiąc większość rzeczy według schematu nie mamy czasu na zamartwianie się).

W tym tygodniu na pewno pojawi się jakiś "normalny" post jak tylko uporam się ze zdjęciami do niego (muszę odkryć idealną porę na zdjęcia w tym pokoju), a póki co przypominam o poprzednim poście o zmianach i życiu poza strefą komfortu , jeśli ktoś przegapił.

Zamierzam skorzystać z kilku swoich rad z posta o sposobach na relaks, i na spokojnie pozbierać pomysły na kolejne posty.