Pokazywanie postów oznaczonych etykietą how to. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą how to. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2014

Organizacyjne ABC #2 - organizacja dla zapracowanych.


Jeśli nie widzieliście pierwszego posta z tej serii - wystarczy kliknąć w link u góry i będziecie wiedzieć co i jak.

Dzisiaj mam post dla tych, którzy lubią (albo muszą) robić kilka rzeczy jednocześnie i chcą się dowiedzieć jak mimo to pozostać zorganizowanym. Na wstępie zaznaczę, że studiuję dwa kierunki, od niedawna pracuję na 1/2 etatu i uczę się samodzielnie języków obcych (o tym jak to robić pisałam w poprzednim poście) , więc na brak zajęć nie mogę narzekać.


Jakie są moje sposoby na organizację?


1. Duży kalendarz.

Niestety musiałam się pożegnać z pięknym kalendarzem z Yves Rocher, który pokazywałam Wam w pierwszym organizacyjnym poście (link u góry). Na początku wydawał się idealny, ale kiedy obowiązków zaczęło przybywać, musiałam wrócić do starego kalendarza z Audrey (pokazywałam go tutaj). 

Teraz najlepiej sprawdza się "dzień na jednej stronie", żebym mogła dokładnie zaznaczyć w jakich godzinach siedzę na uczelni, a w jakich pracuję. Do tego ma całkiem sporo miejsca na weekendy, co jest wybawieniem dla studiujących zaocznie lub takich, którzy po prostu w weekend mają też mnóstwo rzeczy do zrobienia.


2. Kod kolorystyczny.

Bez kodu prawdopodobnie bym zginęła i nawet ogromna ilość miejsca by mi nie pomogła. Do każdej czynności - studia1, studia2, praca, języki itd. przypisałam konkretny kolor. Teraz wystarczy rzut oka na kalendarz i patrząc na kolorowe bloki czasowe wiem co mnie czeka tego dnia. Oprócz zaznaczania rzeczy na kolorowo staram się też dopasować karteczki samoprzylepne w takich samych/podobnych kolorach, żeby lepiej się planowało.


3. Czytelny plan dnia.

Dobrze jest na jednym planie pozaznaczać wszystkie zajęcia i godziny pracy (ustalonymi wcześniej kolorami) i przykleić na początku kalendarza. Dzięki temu za każdym razem gdy go otwieramy widzimy dokładnie kiedy mamy czas, co jest bardzo przydatne kiedy próbujemy zaplanować jakieś spotkanie ze znajomymi. Nie musimy w tym celu wertować kalendarza w poszukiwaniu jednego planu zajęć, i drugiego, i jeszcze godzin pracy. 

Można zrobić go samodzielnie (ręcznie lub na komputerze) albo wydrukować szablon z internetu. Ja korzystam z planu, który wrzuciła moja ulubiona niemiecka Vlogerka - Ella Thebee.





4. Planowanie z wyprzedzeniem.

Ten punkt odnosi się tak naprawdę do wszystkich, którzy chcą być zorganizowani, ale w tym przypadku jest to bardzo istotne. Najlepiej usiąść na spokojnie w weekend z kubkiem gorącej herbaty i pozaznaczać wszystkie ważne terminy w następnym tygodniu. Dzięki temu możemy zaplanować zakupy, wizytę u lekarza i inne ważne sprawy.


Dajcie znać jakie są Wasze sposoby na organizację przy dużym natłoku obowiązków!




poniedziałek, 6 października 2014

Samodzielna nauka języków obcych

W komentarzach pod postem podsumowującym wrzesień jedna z Was (Karolina) poruszyła problem nauki samemu. Język norweski jest kolejnym językiem, którego się uczę sama w domu, więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na naukę. Mam nadzieję, że te z Was, które również uczą się same podzielą się swoimi spostrzeżeniami i radami.


Od czego zacząć?

Dobrze jest zacząć od planu nauki.
Zastanówmy się jaka pora dnia jest dla nas najlepsza do nauki. Ustalmy ile czasu chcemy poświęcić na dany język. Nie warto brać na siebie zbyt wiele. Szybko stracimy zapał i przestaniemy odczuwać przyjemność z nauki. Lepiej uczyć się rzadziej, ale systematycznie.

Następnie potrzebujemy materiałów. To jest kwestia całkowicie indywidualna. Możemy korzystać z tradycyjnych podręczników czy samouczków, kupić książki do gramatyki lub zdecydować się na materiały dostępne online. Mamy ogromny wybór - wszystko zależy od tego co lubimy robić.

Fajnym pomysłem jest mieszanie różnych książek i technik, żeby ciągle uczyć się czegoś nowego i nie nudzić się. Możemy wybrać jeden dzień tygodnia na typowe lekcje z podręcznika, inny na zadania gramatyczne, a kolejny na oglądanie filmów i czytanie artykułów w języku obcym. To też jest sposób na przyswajanie wiedzy, mimo że czasem nie uważamy tego za naukę.

Oczywiście idealnie by było jakbyśmy mieli kontakt z kimś, kto mógłby nas poprawiać lub kontrolować. Jeśli nie mamy nikogo takiego z pomocą może przyjść nam internet. Myślę, ze jest kilka stron, gdzie możemy pisać krótkie wypowiedzi w danym języku, a ktoś nam to sprawdzi. Mogę Wam polecić busuu - jeśli Wy znacie strony działające w ten sposób dajcie znać.


W trakcie nauki

Po pewnym czasie możecie mieć dosyć nauki i stracicie motywację. (Na ten temat powstały dwa posty - ogólnie o motywacji i co robić, kiedy tej motywacji brakuje). Co wtedy robić?

Możemy zrobić krótką przerwę i zastanowić się czy to przejściowe problemy związane z natłokiem obowiązków, czy może wybraliśmy złą porę dnia naukę. Dobrze jest przez ten czas oglądać i słuchać w danym języku, żeby nie stracić z nim kontaktu, ale nie będzie to aż tak intensywne jak było.

Innym sposobem na podtrzymanie motywacji może być system nagród. Jeśli przez długi czas marzysz o tych konkretnych perfumach, ale np. nie jesteś przekonana czy powinnaś wydać na nie tyle pieniędzy - zrób sobie nagrodę po ukończonym podręczniku. Mogą to być też krótkoterminowe cele - po miesiącu nauki. Każda motywacja jest dobra - nigdy nie wiemy kiedy będziemy potrzebować małej zachęty.


Czy macie jakieś doświadczenia z samodzielną nauką języków obcych? Jakie są Wasze sposoby na systematyczność i motywację do nauki?



wtorek, 30 września 2014

WISHLISTA - idealny sposób na walkę z zakupoholizmem.

Najpopularniejszy post do tej pory dotyczył Minimalizmu kosmetycznego i zakupów, więc postanowiłam rozwinąć ten temat, skoro tak Was interesuje. Jak wspominałam już w wyżej wymienionym poście, sama miałam kiedyś ogromne problemy z ilością kupowanych przeze mnie kosmetyków. Odkąd wprowadziłam kilka zasad sprawa jest o wiele prostsza (ale jeszcze nie w 100% idealna). Jednym z narzędzi, które pomaga mi w tym, aby nie wydać wszystkich pieniędzy na zakupy jest tzw. Wishlista, czyli lista rzeczy, które chcemy kupić.

Przez długi czas nie doceniałam jej, byłam przekonana, że nie jest mi do niczego potrzebna. Jednak okazuje się, że naprawdę ułatwia życie i pozwala zaoszczędzić trochę pieniędzy.

Jak to u mnie wygląda?

1. Przeglądając blogi, czy oglądając filmy na Youtube bardzo często trafiam na kosmetyk, który bardzo chętnie bym przetestowała. Zamiast lecieć po niego do drogerii przy najbliższej okazji zapisuję go na liście, którą mam zawsze w kalendarzu.

2. Raz na jakiś czas (średnio raz na miesiąc) przeglądam listę i wykreślam z niej rzeczy, których jednak nie chcę. Wielokrotnie tak było, że mimo wielkiego zachwytu na początku, po kilku dniach dochodziłam do wniosku, że jednak danej rzeczy nie potrzebuję.

3. Z racji tego, że 90% rzeczy na tej liście to typowe zachcianki, których nie muszę spełniać w ciągu najbliższych dni, bez problemu mogę poczekać na wykończeniu poprzedniego produktu lub promocję. Zawsze przeglądając drogeryjne gazetki mam przed sobą moją listę i sprawdzam czy przypadkiem nie ma obniżki na produkt, który chciałam kupić. 

4. Z wishlisty korzystam też często kiedy chcę zrobić sobie mały prezent, kiedy stwierdzam, że za zrobienie czegoś nad czym tyle pracowałam należy mi się nagroda. Po co kupować przypadkową rzecz, kiedy mogę kupić coś, co naprawdę mi się spodoba.

5. Wishlista to świetna podpowiedź dla naszych bliskich, kiedy nie mają pomysłu na prezent urodzinowy dla nas. Możemy ją powiesić w widocznym miejscu i będziemy mieć pewność, że nie dostaniemy nietrafionego prezentu. Ułatwimy też im całe zadanie.


Dzięki liście oszczędzam pieniądze i nie gromadzę wielkiej ilości kosmetyków. Mam wszystko pod kontrolą i świadomie robię zakupy. Teraz jest to dla mnie naprawdę przydatna rzecz.


Czy korzystacie z wishlisty? Jaki macie sposób na nie kupowanie wszystkich rzeczy, które chcielibyście przetestować?



wtorek, 23 września 2014

Organizacyjne ABC #1 - na dobry początek.

Organizacja to jeden z tych tematów, na który mogłabym mówić godzinami. Mając (prawie) wszystko zaplanowane i zapisane czuję, że moje życie jest bardziej poukładane i jestem w stanie zrobić większość z mojej listy.

Na początek kilka podstawowych rzeczy, które przydadzą się każdemu, kto chce być bardziej zorganizowanym.


1. Kalendarz.

Jest to chyba najbardziej podstawowa rzecz jeśli chodzi o organizację czasu. Niezależnie od tego, czy wolimy wersję tradycyjną (papierową) czy elektroniczną, jest to niezbędna rzecz jeśli chcemy mieć pewność, że żaden ważny termin nam nie umknie.

Do tej pory korzystałam raczej z większych kalendarzy i zapisywałam w nich praktycznie wszystko, ale ostatnio doszłam do wniosku, że przynosi to więcej szkody niż pożytku. Im więcej wolnego miejsca miałam, tym więcej zadań sobie narzucałam, z czego części nie udało mi się wykonać i przepisywałam je na kolejny dzień. Poza tym, nie zawsze nosiłam go ze sobą, bo był za ciężki i często nie chciało mi się go wpychać do torebki. Dlatego teraz mam mniejszy kalendarz i zapisuję w nim wszystkie ważne daty i rzeczy, które koniecznie tego dnia mają być wykonane (te związane z uczelnią, wyjściem z domu i rzeczy, które mogę zrobić nie wychodząc z niego). Cała reszta ląduje na kolorowych karteczkach, które łatwo przykleić w inne miejsce lub w miejscu na notatki na dany tydzień.



Jeśli Wasz kalendarz nie ma specjalnego miejsca na plan miesięczny zachęcam do tego, abyście sami go stworzyli. Dzięki temu szybko możemy sprawdzić co ważnego nas czeka w danym miesiącu bez konieczności wertowania kilku(nastu) stron kalendarza.




2. Kolorowe karteczki i mazaki.

Ten punkt jest opcjonalny, ale zdecydowanie ułatwia życie. Jeśli przypiszemy konkretny kolor do różnych wydarzeń (szkoła, praca, rzeczy do zrobienia, terminy itp.), wystarczy rzut oka na kalendarz, żeby wiedzieć co nas czeka.

Jak już wspomniałam wyżej, karteczki sprawdzają się świetnie w przypadku zadań, które nie mają konkretnego terminu, bez problemu możemy je umieszczać w danym dniu i zmieniać plany bez konieczności przepisywania czegokolwiek.





3. Listy.

Wszyscy pewnie dobrze wiedzą jak przydatne są wszelkiego rodzaju listy - listy zakupów, rzeczy do zrobienia, wishlisty itp. Robiąc je jesteśmy pewni, że o niczym nie zapomnimy i możemy kontrolować postępy. Wykreślając kolejne rzeczy widzimy ile nam jeszcze zostało do zrobienia i jak powinniśmy podzielić czas, który nam pozostał.


4. Zasada 2 minut.

Często zdarzało mi się odkładać wiele rzeczy, które zajmowały mało czasu, ale nie chciało mi się ich teraz robić. Ale kiedyś przeczytałam o zasadzie 2 minut i zaczęłam się do niej stosować. Chodzi tu o to, aby zadania, których wykonanie nie zajmie nam więcej niż te 2 minuty robić od razu, a nie zapisywać na liście i wracać do nich później. Możemy do tego zaliczyć odpisanie na e-meila, umówienie się do lekarza czy zrobienie szybkiej listy zakupów. Dzięki temu nie mnożymy niepotrzebnie zadań.

5. Systematyczność.

Ostatnia, ale chyba najważniejsza zasada. Bez systematyczności nawet najpiękniejszy kalendarz i najbardziej kolorowe karteczki nam nie pomogą, jeśli nie będziemy z nich korzystać regularnie. Nośmy kalendarz zawsze ze sobą, siadajmy do niego codziennie wieczorem, aby zaplanować następny dzień i rano, żeby sprawdzić co musimy danego dnia zrobić. Przeznaczmy też jeden dzień w tygodniu, aby zaplanować jakieś zakupy czy inne większe wyjścia, dopasujmy je do naszego grafiku, aby potem niepotrzebnie się nie denerwować.


Chętnie dowiem się jak to jest u Was z organizacją czasu, co jest dla Was niezbędne, a bez czego możecie żyć.


poniedziałek, 8 września 2014

Przeprowadzka 2# - w domowym zaciszu.


Dziś czas na kolejny post z przeprowadzkowej serii. Tym razem skupimy się na dość przyjemnej rzeczy, czyli dekoracjach. Podam Wam kilka przykładowych przedmiotów, które sprawią, że poczujemy się jak w domu bez względu na to gdzie teraz mieszkamy.


1. Ciepłe koce i kolorowe poduszki.
Zbliża się jesień i idealnym pomysłem będzie spędzenie tego czasu w przytulnym pokoju. Poduszki w ulubionych kolorach i ciepły koc sprawią, że nie straszna nam będzie brzydka pogoda. Będzie nam ciepło i przyjemnie i z radością będziemy wracać do takiego miejsca.




2. Ulubione kubki.
Następną bardzo istotną rzeczą jest kubek. Im większy tym lepszy - więcej gorącej herbaty czy czekolady się w nim zmieści. Ulubiony kubek również będzie nam przypominał o miłych wspomnieniach i nawet daleko od domu będzie nam się z nim kojarzył.




3. Ukochane książki.
Książki są dobre na wszystko. Nawet jeśli mamy zły humor, czy jesteśmy przemęczeni (Top 5: sposoby na relaks) przeniesienie się choć na chwilę do innego, wymyślonego świata dobrze nam zrobi. 




4. Ramki i obrazki.
W kwestii typowo dekoracyjnej bardzo ważne są ramki. Możemy w nich umieścić zdjęcia naszej rodziny czy przyjaciół lub wydrukować jakieś obrazki. Mogą to być ulubione cytaty lub motywujące hasła. Cokolwiek wybierzemy taki dodatek sprawi, że pokój stanie się bardziej przytulni, a my z radością będziemy w nim przebywać.





5. Świeczki i kwiatki.
Jak już przebrnęliśmy przez część wizualną, możemy zabrać się za część zapachową. Nic tak nie poprawia humoru i nie dodaje uroku pomieszczeniu jak piękny zapach. Możemy zdecydować się na świeczki zapachowe - będą zarówno fajnym kolorystycznym akcentem w naszym pokoju jak i będą pełnić funkcję zapachową lub kwiaty. Oba pomysły świetnie sprawdzą się nawet w małych pokojach, bez problemu dobierzemy odpowiedni kolor i zapach.




Zapraszam Was do wzięcia udziału w krótkiej ankiecie (w prawej kolumnie na samej górze) dotyczącej ostatniego postu w przeprowadzkowej serii.


Chętnie dowiem się jakie elementy we wnętrzu są dla Was taką "namiastką domu", co sprawia, że dobrze czujecie się w takim pomieszczeniu.


sobota, 6 września 2014

Przeprowadzka #1 - o tym jak ważna jest lista.

Dzisiaj mam dla Was pierwszy post dotyczący przeprowadzki. Jak informowałam Was już wcześniej znalazłam w końcu pokój i w połowie września się przeprowadzam. To już czwarty rok, kiedy ze względu na studia nie mieszkam w rodzinnym domu, więc pomyślałam, że jest to dobra okazja do podzielenia się kilkoma wskazówkami. Może to być przydatne dla tych osób, które w tym roku dopiero zaczynają studia i chcą, żeby cały ten proces przebiegł sprawnie i bezboleśnie.

Na początku bardzo istotna rzecz, czyli robienie listy. Może się to wydawać bezcelowe, ale zrobiona odpowiednio wcześnie może nam naprawdę pomóc. U mnie sprawdzają się znakomicie dwie różne listy.


1. Lista rzeczy do spakowania.
Na pierwszy ogień pójdzie ta najbardziej oczywista. Warto ją zrobić w pewnym wyprzedzeniem i co jakiś czas ją czytać. Po pierwsze, mamy dużo czasu, aby dopisać kilka ważnych rzeczy, które wyleciały nam z głowy podczas pisania. Po drugie, możemy wykreślić część z nich, kiedy uznamy, że jednak nie potrzebujemy piętnastu kubków czy siedmiu pudełek. Chodzi o to, aby mieć okazję na przeanalizowanie tego, co chcemy ze sobą zabrać. Jest to zdecydowanie lepsze niż pakowanie się na ostatnią chwilę i zastanawianie się, czy na pewno zabraliśmy ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy. Oszczędzamy czas i nie stresujemy się aż tak bardzo. 
Lista jest też namacalnym dowodem na to, co już zostało spakowane, a co jeszcze trzeba dołożyć. Nie musimy przekopywać wszystkich kartonów, żeby się upewnić, czy na pewno znajdziemy tam ulubioną książkę czy zeszyt. Wykreślając kolejne pozycje z listy widzimy czarno na białym na jakim etapie pakowania jesteśmy.

2. Lista rzeczy do kupienia.
Kolejną ważną listą jest lista zakupów. Może ona dotyczyć rzeczy, które chcemy kupić przed i/lub po przeprowadzce. Najlepiej podzielić ją według konkretnych sklepów, żeby o niczym ważnym nie zapomnieć. Dobrze jest też korzystać (jeśli to możliwe) ze stron internetowych danych miejsc. Często mają dostępne katalogi lub spisy rzeczy, które tam znajdziemy. Ułatwi to nam zakupy.
Warto dokupić część rzeczy już po przeprowadzce, zwłaszcza jeśli nie wiedzieliśmy wcześniej jak dokładnie nasz pokój będzie wyglądał (tak jest np. w przypadku akademików - zazwyczaj są dostępne zdjęcia pomieszczeń, ale wiadomo, że nie oddadzą one w 100% rzeczywistości). Poza tym, nawet jeśli wiemy czego potrzebujemy, podczas rozpakowywania może się okazać, że jest jeszcze kilka rzeczy, które koniecznie musimy dokupić - np. pudełka czy drobiazgi do dekoracji.


Obie te listy są dla mnie wybawieniem co roku. Dzięki nim nie muszę się martwić, że o czymś zapomniałam. Jestem na etapie robienia zakupów tu na miejscu i planowania małej wyprawy do IKEI już po przyjeździe. Lista rzeczy do spakowania ciągle się rozrasta, ale staram się dokładnie analizować każdą rzecz - mam już wprawę i jestem w stanie przewidzieć, czy na pewno jej potrzebuję.

Mam nadzieję, że jeśli Was również czeka w najbliższym czasie przeprowadzka skorzystacie z moich rad i dzięki tym listom wszystko pójdzie sprawniej.

W tym miesiącu przewiduję więcej postów związanych z przeprowadzką i dekorowaniem mojego nowego pokoju, jeśli macie jakieś sugestie, o czym powinnam napisać - dajcie znać.

edit: zapraszam Was do wzięcia udziału w krótkiej ankiecie (w prawej kolumnie na samej górze) dotyczącej ostatniego postu w przeprowadzkowej serii.

Chętnie dowiem się o Waszych doświadczeniach z przeprowadzkami, co u Was sprawdza się najlepiej i co robiliście, żeby wszystko poszło szybko i bezproblemowo.




niedziela, 24 sierpnia 2014

Minimalizm kosmetyczny i zakupy.

Moja wielka przygoda z kosmetykami zaczęła się jakieś 3 lata temu po przeprowadzce na studia do dużego miasta, gdzie w promieniu kilometra miałam więcej drogerii niż w rodzinnym mieście. Wtedy też zaczęłam prowadzić bloga kosmetycznego i spędzałam mnóstwo czasu na czytaniu najróżniejszych recenzji. Kupowanie wszelkich nowości trwało jakiś czas, ale w końcu postanowiłam z tym skończyć. Odnalazłam swoją rutynę w większości przypadków i staram się nie szaleć na zakupach. Jeśli chcecie wiedzieć jakimi zasadami się kieruję - zapraszam do czytania.

1. Porządki.
Na początku dobrze jest przejrzeć wszystkie kosmetyki i pozbyć się tych, które straciły już swoją ważność lub z jakiegoś powodu nam nie odpowiadają. Nie ma sensu trzymać ich wieczność z nadzieją, że kiedyś ich użyjemy.


2. Znajdź swój typ.
Kiedy mamy już dużo miejsca na nowe kosmetyki można zabrać się za dokładne opisanie ich. Przyda się tu kartka papieru i długopis. Określmy typ naszej skóry, jej potrzeby, spróbujmy ustalić jakie składniki są dla niej dobre, a jakie nie, a także ile pieniędzy jesteśmy w stanie przeznaczyć na konkretny produkt. Wypiszmy wszystkie cechy, jakie nasz wymarzony kosmetyk ma posiadać i tego trzymajmy się podczas zakupów. 



3. Ustal limity.
Może być to konkretna kwota miesięcznie przeznaczona na kosmetyki, ale z doświadczenia wiem, że produkty lubią jak na złość kończyć się w tym samym momencie. Lepiej więc, zastanowić się ile jesteśmy w stanie przeznaczyć pieniędzy na dany kosmetyk, na czym możemy zaoszczędzić, a w co zainwestować. U mnie sprawdza się to idealnie! W przypadku np. żelu pod prysznic, nie warto wydawać na niego 50zł, skoro można kupić świetne za mniej niż 10zł. Ale jeśli chodzi o krem do twarzy, tutaj już można zauważyć różnicę w działaniu pomiędzy droższym a tańszym produktem. Każdy musi sam zaobserwować jakie ma wymagania.



4. Trzymaj się sprawdzonych kosmetyków.
Jeśli po wielu próbach udało Ci się w końcu znaleźć TEN IDEALNY kosmetyk, to nie zmieniaj go. Zaoszczędzisz w ten sposób pieniądze, bo nie będziesz testować co miesiąc nowego produktu. Jeśli mimo wszystko kochasz kupować nowe produkty - zrób to samo co punkt wyżej. Ustal sobie ile miesięcznie nowych kosmetyków do testowania możesz kupić i trzymaj się tego. Będziesz mieć 2w1 - kontrolę nad wydatkami i przyjemność z próbowania nowych rzeczy.


5. Liczy się jakość, a nie ilość.
Co z tego, że kupujemy np. podkłady za mniej niż 30zł, jeśli mamy ich całą szufladę. Po zsumowaniu okaże się, że za te pieniądze można kupić coś z wyższej półki, a nawet zostanie reszta. Czasem lepiej mieć dwie droższe rzeczy, niż 10 tańszych (oczywiście jeśli już sprawdziliśmy np. po użyciu próbki, że są dla nas idealne, w innym razie nie warto przepłacać). 
Mam w kolekcji łącznie 5 podkładów/kremów BB - każdy z nich kosztował mniej niż 100zł. Co z tego, jeśli nie jestem w stanie ich wszystkich zużyć zanim minie ich data ważności. Razem warte są około 300zł - za te pieniądze mogłabym kupić sobie jeden, ale porządny produkt, który zużyłabym do końca i jeszcze miałabym drugie tyle pieniędzy na inne produkty.

O tym, że jakość jest ważniejsza niż ilość (w kwestii ubraniowej, ale myślę że tyczy się to również kosmetyków) pisała też Zuzanna.

Temat ten jest tak rozległy, że spokojnie można napisać o nim osobny post.

Jakie jest Wasze podejście do minimalizmu kosmetycznego, zakupów i kwestii jakość/ilość?



wtorek, 19 sierpnia 2014

Motywacja.

Dzisiaj post trochę inny niż zwykle. Nadal zamierzam pisać luźne teksty jak do tej pory, ale niestety moje życie nie jest na tyle fascynujące, żeby odbywało się tak często jak bym tego chciała. Poza tym, po wielu miesiącach spędzonych na blogowaniu doszłam w końcu do takiego momentu, w którym wiem dokładnie jak mój blog ma wyglądać, stąd te zmiany. Szablon też się doczeka kosmetycznych poprawek (część z nich już została wykonana, reszta trochę później), ale na razie najważniejsza jest dla mnie treść. Dlatego powstaną nowe 'serie' wpisów np. how to z różnymi poradami, czy top5, czyli najróżniejsze listy ulubionych blogów, książek, osób itd. Ze względu na to, co aktualnie robię w te wakacje (o czym pisałam Wam w poprzednich wpisach) post o motywacji wydał się idealny na początek.



Jak nie stracić motywacji?

Nie wiem, czy istnieje jakaś 100% metoda pozwalająca utrzymać motywację na tym samym poziomie przez cały czas. Jeśli tak, to chętnie ją poznam. Do tego czasu muszą mi wystarczyć inne sposoby. Wszystkie z nich wynikają z moich doświadczeń z samodzielną nauką języka obcego i ćwiczeń.


1. Ustal sobie cel.
Nieważne czy chcesz schudnąć, nauczyć się języka, czy zdrowo się odżywiać. Jeśli na samym początku walki ustalisz sobie jasny cel, będzie Ci łatwiej w tym wytrwać i kontrolować postępy. Możesz go zapisać na kartce lub wydrukować motywujące zdjęcie i powiesić w widocznym miejscu. Jeśli chcesz, możesz tez powiedzieć komuś o tym, co zamierzasz robić. Dla mnie jest to świetny sposób - kiedy jest naprawdę ciężko czasem myśl o tym, że ktoś inny w nas wierzy i musielibyśmy przyznać, że nie daliśmy rady może być motywująca. Pamiętajmy jednak, że wszystko co robimy,  robimy przede wszystkim dla SIEBIE, a nie dla innych.

2. Obserwuj postępy.
Zapisuj każdą, nawet najdrobniejszą rzecz, która przybliża Cię do celu. Nagradzaj się za sukcesy i analizuj porażki. Jeśli odpuściłeś na jeden dzień, nie przejmuj się i działaj dalej. Jeśli jednak to zdarza się częściej, powinieneś zastanowić się nad przyczyną. Może narzuciłeś sobie zbyt wiele rzeczy i nie jesteś w stanie wszystkiego zrobić? Może czas zmienić niektóre z nich tak, aby to co robisz (nauka, ćwiczenia itd.) sprawiało Ci przyjemność. Przeanalizuj też plan dnia, pozamieniaj czynności. Wypróbuj różne warianty - jednym łatwiej się uczyć/ćwiczyć rano, innym wieczorem.

3. Inspiruj się.
Otaczaj się pozytywną energią. Zbieraj motywujące zdjęcia, czytaj blogi o takiej tematyce, poszukaj ludzi, którym się udało. Jeśli oni mogli, to Ty też! Dzięki temu możesz odkryć nowe sposoby na osiągnięcie celu lub znaleźć wsparcie. Ktoś, kto przechodził przez to samo co Ty na pewno Cię zrozumie i pomoże Ci przez to przejść.

4. Nie poddawaj się!
Pamiętaj o tym, że na efekty często trzeba czekać wiele tygodni. Tylko systematyczna praca poprowadzi nas do celu. W momencie kiedy zobaczymy pierwsze efekty będzie łatwiej. Uwierzymy, że to co robimy naprawdę ma sens i może być tylko lepiej.


Chętnie dowiem się jakie są Wasze sposoby na motywację i dążenie do celu. Jeśli możecie polecić jakiś ciekawy artykuł/wpis na blogu na ten temat - piszcie śmiało!