czwartek, 12 lutego 2015

So much fun.

Styczeń to najgorszy miesiąc. No prawie. Gorsze jest tylko połączenie maja i czerwca, czyli letnie wydanie największego wroga studentów - sesji. W tym roku, żeby było zabawniej, mam na głowie sesję na dwóch kierunkach, pisanie magisterki i do tego nową pracę (będę uczyć przyszłe pokolenia języka angielskiego w szkole językowej, jeśli kogoś to interesuje).
Na brak zajęć i innych przyjemnych rzeczy nie narzekam. So much fun!

Żeby nie było, że tylko narzekam, nauczyłam się przez ten czas wielu pożytecznych rzeczy:

- gotowanie i sprzątanie jest o wiele przyjemniejsze i ciekawsze niż nauka dialektów niemieckich
- po raz pierwszy od dłuższego czasu doceniłam bardzo przydatną funkcję budzika - drzemkę
- mam wspaniałego współlokatora, który raz już chciał sprawdzać, czy żyję, bo od rana siedziałam nad notatkami i ruszyłam się z pokoju dopiero w porze obiadu
- chorowanie w czasie sesji sucks! 
- ale okazuje się, że funkcjonowanie w trybie spanie, jedzenie, leki, nauka działa całkiem nieźle

Zostały mi już nieco ponad trzy dni wolnego, zanim kochanym dzieciom skończą się ferie i wrócę do pracy. Zamierzam porządnie odpocząć. I pójść na zakupy. W końcu jakaś nagroda mi się należy.

6 komentarzy:

  1. No pewnie ze ci sie należy! Pani nauczycielko :)

    (Nienawidzę uczyć dzieci)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam grupy od 12 do 18 lat, ale po pierwszych zajęciach doszłam do wniosku, że te młodsze grupy są grzeczniejsze i robią dokładnie to, co chcę, starsze już trochę marudzą

      Usuń
  2. Dasz radę :) Ja w tym semestrze też przeżyłam dwie sesje, pisanie inżynierki i pracę :) Nie jest tak źle jak się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no ładny kołowrotek u Ciebie :)
    a jakie zakupy planujesz?
    przyjemnego weekendu :)
    u nas w Krk ferie od pon :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i wzajemnie ;)
      myślałam nad torebką, zawsze to coś, co zostanie na dłużej ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz!