Jeśli nie wiecie dlaczego o tym piszę, odsyłam Was do tekstu sprzed kilku miesięcy - tu pisałam o moim podejściu do minimalizmu kosmetycznego
Minęło już kilka miesięcy odkąd po raz pierwszy poruszyłam temat minimalizmu kosmetycznego. Post ten jest cały czas na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ilość wyświetleń, więc widzę, że jest sporo osób, których to interesuje. Dla mnie jest to również bardzo ważny temat, więc z wielką przyjemnością zabrałam się za aktualizację.
Pojęcie minimalizmu jest dość szerokie. Dla jednego będzie to posiadanie tylko jednej szminki, dla drugiego 5 (bo np. kiedyś miał ich 20). Dla mnie jest to przede wszystkim świadome kupowanie takich kosmetyków, które faktycznie mi się przydadzą i nie są 10 sztuką w danej kategorii. Od zeszłego lata, kiedy to podczas przeprowadzki załamałam się ilością zapasów i kosmetyków w zużyciu sporo się zmieniło. Zapasy się skurczyły, zajmują tylko 1/3 miejsca w porównaniu z tym, co było latem. Oczywiście zdarza mi się czasem ulec pokusie w czasie promocji, ale myślę, że 90% moich zakupów to przemyślane zakupy.
Największy wpływ na to miało dokładne określenie czego tak właściwie potrzebuję i znalezienie ulubieńców. Jeśli coś się u mnie sprawdza, to tego nie zmieniam (np. tusz MNY Colossal - jestem mu wierna ponad 5 lat). Kolejną rzeczą jest wishlista - moja jest obecnie pokreślona, po kilku dniach w większości przypadków dochodzę do wniosku, że jednak dana rzecz nie jest mi potrzebna.
Jak to wygląda w praktyce? Staram się mieć jak najmniejsza ilość kosmetyków danej kategorii - tyle, ile uważam, że potrzebuję. Dostosowuję to do potrzeb skóry.
Przykładowo w kolorówce - wystarczy mi jeden eyeliner, jeden tusz do rzęs czy róż, ale mam 2 korektory, 3 szminki i 2 podkłady.
Najważniejsze to znaleźć złoty środek i trzymać się postanowień. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, a z własnego doświadczenia wiem, że im mniej kosmetyków, tym lepiej. W moim przypadku prosta, raczej apteczna pielęgnacja skóry sprawdza się idealnie. Każda z nas najlepiej wie, czego tak naprawdę potrzebuje skóra.
Dajcie znać jakie jest Wasze podejście do minimalizmu w kosmetykach.
PS: jeśli możecie polecić jakiś lekki, nawilżający podkład, który ma w ofercie jasne odcienie (miałam np. True Match N1 i Revlon CS 150 Buff) to będę bardzo wdzięczna - jest to jedyna rzecz z kolorówki, którą namiętnie kupuję w poszukiwaniu ideału!
ja też staram się kupować z głową, często też mam jedną sztukę lub dwie na zapas danego kosmetyku, zwłaszcza jeśli chodzi o pielęgnację ;)
OdpowiedzUsuńcaly czas staram sie ograniczac zakupy, ale narazie wychodzi mi slabo. w styczniu nic nie kupowalam ale juz w lutym szaleje jakos(((((
OdpowiedzUsuńJa od paru miesiecy chodze zakochana w diorskin star. Niby nawilzajacy nie jest, ale moja przesuszona skora wyglada z nim fantastycznie. I najjasniejszy odcien za dwa/trzy miesiace na pewno zrobi sie zbyt kredowy... Bardzo podoba mi sie tez formula nawilzajacego podkladu z &other stories, w ogole intryguje mnie ich linia kosmetyczna... Musze poczytac :)
OdpowiedzUsuńJa też czasem ulegam pokusie :) jakby to mogło być inaczej :) ale staram się pozbywać zapasów i ograniczać zakupy
OdpowiedzUsuńJa już od jakiegoś czasu nie robię zapasów i kupuję to co mi potrzebne akurat :)
OdpowiedzUsuń